Category Archives: Personal


Nowy telefon
May 22, 2011, 11:42 PM in Personal, Qt

Telefon którego używałem do wczoraj – Nokia e63, zakupiłem w listopadzie 2009, nie był więc taki stary, chociaż w świecie elektroniki półtora roku to niemało, zaczynało mi brakować w nim pewnych funkcjonalności no i ekran mógł być większy. Jednak nie byłem aż tak zdeterminowany by kupić nowy telefon (brak środków pieniężnych też był tutaj czynnikiem). Sytuacja jednak się zmieniła, bo od wczoraj jestem właścicielem nowiutkiej Nokii N8, do tego zapłaciłem za nią 0 zł. Ale zacznijmy od początku.

Był wtorek, 29 marca 2011, jeżeli dobrze pamiętam to pogoda była całkiem ciepła, co dziwne bo zima w tym roku była bardzo długa i mroźna. O godzinie 12 skończyłem wykłady i na rowerze pojechałem pod halę Expo gdzie odbywały się Akademickie Targi Pracy. Pojechałem tam bardziej w celach rozpoznawczych niż zawodowych (no i oczywiście po darmowy stuff ;)), wiadomo że nie ma ofert pracy dla studenta II roku. Wypełniłem kilka formularzy na praktyki (nikt się do mnie nie odezwał, nie wiedzą co tracą :P), moją uwagę zwróciło stoisko firmy Comarch (nie tylko dlatego, że rozdawali jedną z moich ulubionych zabawek – jo-jo), gdzie można było wypełnić quiz z wiedzy o C++, a najlepsze osoby miały zostać zaproszone na warsztaty pod tytułem “Qt Declarative UI i Qt Mobile” w maju. Ponieważ lubię się sprawdzić, lubię Qt oraz długopis po wypełnieniu quizu można było sobie zostawić – wypełniłem quiz… i w sumie zapomniałem o sprawie. Gdzieś tam na początku maja przypomniał mi się ten quiz, ale uznałem że jakby mieli mnie zaprosić to już by to zrobili. Okazało się że oni o mnie nie zapomnieli i 17 maja otrzymałem maila, że “Podczas targów (…) okazałeś się jednym z lepszych kandydatów, dlatego teraz chcielibyśmy zaprosić Cię do wzięcia udziału w warsztatach (…)”. Bardzo się ucieszyłem, że mój zakres wiedzy C++ jest “jednym z lepszych” i zapisałem sobie datę (21 maja) w kalendarzu.

W dzień warsztatów pojawiłem się w budynku Lodex (przy okazji Politechnika ma piękny kampus, może to tylko ja, ale w wiosennym słońcu, z zieloną trawą wyglądało to naprawdę ładnie) i czekałem… Warsztaty miały zacząć się o 14, ja byłem już o 13.20, ma się to ADHD ;) O 14 pojawili się panowie z Comarcha, usiedliśmy (miało być 15 osób, przybyło 12 albo 13) sobie na sali wykładowej i po krótkim wprowadzeniu oraz rozdaniu smyczek i kubków Pan Przemysław Jacak przeprowadził wykład na temat Qt Quick/Qt Declarative/QMLa, wideo z tego samego wykładu można znaleźć tutaj (część 1 z 7). Po wykładzie, czyli ok 16.40 nastąpiła przerwa (firma zapewniła napoje i przekąski, duży plus dla nich). Następnie przeszliśmy do części konkursowej, mieliśmy na podstawie informacji zdobytych na tym wykładzie napisać program w QML który będzie pokazywał pogodę dla wybranego miasta, mieliśmy do tego użyć informacji pogodowych z iGoogle, niestety nie wszyscy mieli połączenie z internetem dlatego dostaliśmy plik .xml z pogodą dla Łodzi i na tym mieliśmy pracować. Na program mieliśmy ok 80 minut. O godzinie 18 każdy przedstawił ile udało mu się napisać, okazało się że ja miałem najbardziej kompletny program (z 20 minut i byłby gotów). No i tak to było, jury pogratulowało mi i przekazało w moje ręce Nokię N8. A reszta… jest milczeniem… Dlatego jeszcze trochę napiszę ;)

Co do samego telefonu to nie będę tutaj pisał recenzji, bo się do tego nie nadaje, może za jakiś czas (miesiąc?) napiszę sprawozdanie z tego jak się go używa i co mnie wkurza (coś na pewno będzie). Co do poziomu quizu z wiedzy o C++, był on dość podchwytliwy i wymagał zastanowienia się. Pytania polegały głównie na tym, że był kawałek kodu i pytania do niego, pytania dotyczyły m.in. virtual, dziedziczenia oraz operacji na wskaźnikach. Co do poziomu samego konkursu to byłem podwójnie zaskoczony: raz że konkurs był bardzo łatwy jak na tak cenną nagrodę, dwa że tak mało ludzi dało sobie radę z zadaniem po ponad dwugodzinnym wykładzie który dokładnie nam wytłumaczył jak używać qmla. Ale to wygląda jakbym narzekał, a ja nie narzekam, cieszę się i to bardzo, ledwo mogę uwierzyć że moje umiejętności programistyczne wreszcie na coś się przydały ;)

Dlatego pamiętajcie dzieciaki: warto się uczyć programowania :)


Argh
October 10, 2010, 2:00 AM in Personal

Tytuł taki, a nie inny. Nie za bardzo mam teraz ochotę i pomysł na jakiś inny. Ogólnie chodzi o to, że właśnie wróciłem z kina. Ale może zanim powiem coś więcej, skupię się na moich upodobaniach filmowych.

Nie wiem, czy to dlatego, że świadomie wybieram na co iść do kina, czy to po prostu ja, ale podoba mi się 95% filmów które oglądam, często czytam/oglądam w internecie jak ludzie jadą po filmach, wymieniają co w nich było głupiego i zaskakujące jest to, że zgadzam się z tymi zarzutami, ale i tak film mi się podobał, najlepszym przykładem jest chyba film Transformers 2, ludzie klną na ten film, tworzą kilkunastominutowe filmy opisujące czemu jest on głupi i nie wart obejrzenia, ale… mi się podobał, nie wiem, może jestem mało wymagającym widzem. W tym roku oglądałem w kinie (kolejność chronologiczno losowa):

  1. Niezniszczalni
  2. Salt
  3. Jak ukraść księżyc 3D
  4. Incepcja
  5. Uczeń czarnoksiężnika
  6. Książę Persji
  7. Alicja w krainie czarów

Wszystkie te filmy mi się, mniej lub bardziej, podobały. Teraz jednak wróciłem z filmu który mnie tak zdenerwował, że muszę się tutaj o tym wyżalić: Śluby panieńskie.

Jeszcze zanim na dobre rozpoczął się film zauważyłem pewien fakt: czemu w polskich filmach bezpośrednio przed filmem jest tyle log różnych firm/wydawców czy cholera wie czego tam jeszcze. W amerykańskich pokażą logo wytwórni i jazda z tym koksem. Ale to i tak szczegół. Film reklamowany jest jako “komedia wszech czasów”, nie wiem czy autorzy tego hasła mieli na myśli książkę, film czy obie rzeczy. Od początku widziałem, że będzie to ekranizacja lektury razem z zachowaniem oryginalnych tekstów (a’la Pan Tadeusz), dlatego nie spodziewałem się szału, wiedziałem że z takim formatem filmu wiążą się pewne konsekwencje. Dlatego film jako ekranizacja lektury wypada dobrze, dobra jest także gra aktorów. Gdyby na tym się skończyło, byłoby super. Ale nie, twórcy mieli własną wizję, wizję o której myśl dalej sprawia że burzy się we mnie krew. Ten film mnie po prostu zdenerwował, nie wiem czy zdarzyło mi się dotąd coś takiego. Dłużej już nie trzymam w niepewności i powiem o co chodzi, otóż autorzy wpadli na genialny pomysł dodania do filmu scen z rzeczami z naszych czasów (komórki, gazety, papierosy, piwo, samochody, itp.). Akcja filmu rozgrywa się w roku 1825. Kiedy Radost po raz pierwszy wyjął telefon komórkowy by zadzwonić do kąpiącej się nago Klary miałem lekki efekt WTF (What a Terrible Failure), jednak liczyłem że zostanie to wyjaśnione w jakiś sposób, np że to wszystko dzieje się w jakimś odciętym od świata terenie a’la Osada (kolejny film jechany przez wielu, który mi się podobał). Nawet jeśli nie byłoby to wytłumaczone, wybaczyłbym, taki żarcik, hahaha, idziemy dalej. Jednak nie, ten motyw powtórzył się jeszcze z 6 albo 7 razy, za każdym razem denerwując mnie coraz bardziej, sprawiając mi prawdziwy ból fizyczny. Nigdy nie miałem ochoty po prostu wyjść z sali, ale za 4 razem poczułem taką chęć i się bardzo zdziwiłem, lubię jednak poznać wszystkie fakty (w tym przypadku obejrzeć całe “dzieło”) by móc je komentować, dlatego zostałem. W całym filmie nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego postacie używają nowoczesnych urządzeń, dlaczego w tle widać obsługę filmu, dlaczego widoczne są siedzenia reżysera i aktorów, nic! TAK NIE MOŻNA ROBIĆ!!!! Jako widz podczas oglądania filmu jestem w stanie w dużo uwierzyć, po angielsku ma to swoją nazwę “suspension of disbelief” czyli zawieszenie niewiary, zawieszam swoją niewiarę, podczas oglądania filmu jestem w stanie uwierzyć że istnieją zombie, czary, sztylet cofający czas, że każdy strzał bohatera filmu akcji jest celny a strzelająca do niego niewielka armia nie trafia ani razu, albo że kojot nie zacznie spadać, dopóki nie spojrzy w dół ;) Jednak za zawieszenie mojej jako widza niewiary trzeba sobie zasłużyć, filmy zazwyczaj tłumaczą rzeczy w które normalnie trudno byłoby uwierzyć (“aha, te inteligentne roboty które umieją się zmieniać w samochody pochodzą z kosmosu, teraz ma to sens”), tutaj czegoś takiego nie ma, film po prostu postanowił w rok 1825 wsadzić telefony komórkowy i inne badziewie.

Ja nie wiem, może ja czegoś nie łapię, jest to możliwe. Może jestem zbyt płytki, często gdy patrze na zdjęcie którym ludzie się zachwycają, nie widzę powodów do tego, czy redukcja kolorów do odcieni czerni i bieli, dodanie ziarna, efektu głębi ostrości i sprawienie że pół zdjęcia jest w cieniu i nic nie widać sprawia że jest ono dziełem sztuki którym trzeba się zachwycać (szczególnie z tymi zdjęciami czarno-białymi, wygląda na to, że 3 minuty w Photoshopie dodają +5 do artystyczności zdjęcia), nie czaję tego. Ale niektórzy czają i się tym zachwycają, może tak samo jest w przypadku tego filmu. Ale czy to znaczy że nie mam prawa na niego jechać? W końcu nawet jeśli nie jestem jakimś profesjonalnym krytykiem, nie znam się na wszystkim, to jestem przeciętnym widzem i swoje zdanie mam, może ono nikogo nie obchodzić, ale skoro żyjemy w (powiedzmy) wolnym kraju to nikt mi nie zabroni wyrazić mojej opinii, w skrócie brzmi ona tak: ten film był do dupy. Gdyby wyciąć z niego te sceny, czyli jakieś 10-15 minut, byłaby to standardowa ekranizacja lektury którą można puścić uczniom na lekcji do obejrzenia. Teraz ktoś mógłby powiedzieć “mówisz, że bez tych scen byłaby to standardowa ekranizacja, a autorzy chcieli zrobić coś niestandardowego, czemu jesteś taki konserwatywny, nie lubisz jak ludzie mają oryginalne pomysły? Ty faszysto, jesteś gorszy od Hitlera i Stalina, bla bla bla…”. Otóż nie, nie mam nic przeciwko eksperymentowaniu w filmach, ale musi mieć to jakiś sens i podłoże (czyli musi być WYTŁUMACZONE!!!!), NIE MOŻNA ROBIĆ TAKICH RZECZY BEZ WYTŁUMACZENIA… ekhem, gdzie to ja mam te pigułki co mi doktor przepisał, o już mam, może wezmę więcej, przy okazji lepiej będzie mi się spać, a może stracę pamięć krótkoterminową i zapomnę że oglądałem to badziewie.

I to nie jest tak, że ten reżyser nie potrafi dobrze zekranizować lektury, bo raz już to zrobił i wyszło to bardzo dobrze. Czytałem Przedwiośnie i bardzo podobała mi się ta książka, jednym z powodów tego był też fakt, że film na jej podstawie jest zrobiony bardzo dobrze. Ale tutaj… szkoda gadać. Jedyne co mnie pociesza, to fakt że nie musiałem płacić za bilety, wygrałem je za poprawne rozwiązanie krzyżówki w darmowej gazecie Przegląd Bełchatowski. Nie wiem jak jest z tym w Polsce, ale w USA można zażądać zwrotu pieniędzy za bilet jeżeli film się nie spodobał, bo chyba uznałbym to za jedne z najgorzej wydanych pieniędzy jak dotąd.

Podsumowywać ten jakże krótki tekst pisany o jakże wczesnej godzinie reklamowanie tego filmu jako komedii wszech czasów jest okłamywaniem widza i pluciem mu prosto w twarz. A to jak bardzo jestem wkurzony widać po liczbie emotikonek których użyłem w tym wpisie, ta się nie liczy ;)

Za to muzyka w filmie była całkiem fajna :P