Argh
October 10, 2010, 2:00 AM in Personal

Tytuł taki, a nie inny. Nie za bardzo mam teraz ochotę i pomysł na jakiś inny. Ogólnie chodzi o to, że właśnie wróciłem z kina. Ale może zanim powiem coś więcej, skupię się na moich upodobaniach filmowych.

Nie wiem, czy to dlatego, że świadomie wybieram na co iść do kina, czy to po prostu ja, ale podoba mi się 95% filmów które oglądam, często czytam/oglądam w internecie jak ludzie jadą po filmach, wymieniają co w nich było głupiego i zaskakujące jest to, że zgadzam się z tymi zarzutami, ale i tak film mi się podobał, najlepszym przykładem jest chyba film Transformers 2, ludzie klną na ten film, tworzą kilkunastominutowe filmy opisujące czemu jest on głupi i nie wart obejrzenia, ale… mi się podobał, nie wiem, może jestem mało wymagającym widzem. W tym roku oglądałem w kinie (kolejność chronologiczno losowa):

  1. Niezniszczalni
  2. Salt
  3. Jak ukraść księżyc 3D
  4. Incepcja
  5. Uczeń czarnoksiężnika
  6. Książę Persji
  7. Alicja w krainie czarów

Wszystkie te filmy mi się, mniej lub bardziej, podobały. Teraz jednak wróciłem z filmu który mnie tak zdenerwował, że muszę się tutaj o tym wyżalić: Śluby panieńskie.

Jeszcze zanim na dobre rozpoczął się film zauważyłem pewien fakt: czemu w polskich filmach bezpośrednio przed filmem jest tyle log różnych firm/wydawców czy cholera wie czego tam jeszcze. W amerykańskich pokażą logo wytwórni i jazda z tym koksem. Ale to i tak szczegół. Film reklamowany jest jako “komedia wszech czasów”, nie wiem czy autorzy tego hasła mieli na myśli książkę, film czy obie rzeczy. Od początku widziałem, że będzie to ekranizacja lektury razem z zachowaniem oryginalnych tekstów (a’la Pan Tadeusz), dlatego nie spodziewałem się szału, wiedziałem że z takim formatem filmu wiążą się pewne konsekwencje. Dlatego film jako ekranizacja lektury wypada dobrze, dobra jest także gra aktorów. Gdyby na tym się skończyło, byłoby super. Ale nie, twórcy mieli własną wizję, wizję o której myśl dalej sprawia że burzy się we mnie krew. Ten film mnie po prostu zdenerwował, nie wiem czy zdarzyło mi się dotąd coś takiego. Dłużej już nie trzymam w niepewności i powiem o co chodzi, otóż autorzy wpadli na genialny pomysł dodania do filmu scen z rzeczami z naszych czasów (komórki, gazety, papierosy, piwo, samochody, itp.). Akcja filmu rozgrywa się w roku 1825. Kiedy Radost po raz pierwszy wyjął telefon komórkowy by zadzwonić do kąpiącej się nago Klary miałem lekki efekt WTF (What a Terrible Failure), jednak liczyłem że zostanie to wyjaśnione w jakiś sposób, np że to wszystko dzieje się w jakimś odciętym od świata terenie a’la Osada (kolejny film jechany przez wielu, który mi się podobał). Nawet jeśli nie byłoby to wytłumaczone, wybaczyłbym, taki żarcik, hahaha, idziemy dalej. Jednak nie, ten motyw powtórzył się jeszcze z 6 albo 7 razy, za każdym razem denerwując mnie coraz bardziej, sprawiając mi prawdziwy ból fizyczny. Nigdy nie miałem ochoty po prostu wyjść z sali, ale za 4 razem poczułem taką chęć i się bardzo zdziwiłem, lubię jednak poznać wszystkie fakty (w tym przypadku obejrzeć całe “dzieło”) by móc je komentować, dlatego zostałem. W całym filmie nie ma żadnego wytłumaczenia, dlaczego postacie używają nowoczesnych urządzeń, dlaczego w tle widać obsługę filmu, dlaczego widoczne są siedzenia reżysera i aktorów, nic! TAK NIE MOŻNA ROBIĆ!!!! Jako widz podczas oglądania filmu jestem w stanie w dużo uwierzyć, po angielsku ma to swoją nazwę “suspension of disbelief” czyli zawieszenie niewiary, zawieszam swoją niewiarę, podczas oglądania filmu jestem w stanie uwierzyć że istnieją zombie, czary, sztylet cofający czas, że każdy strzał bohatera filmu akcji jest celny a strzelająca do niego niewielka armia nie trafia ani razu, albo że kojot nie zacznie spadać, dopóki nie spojrzy w dół ;) Jednak za zawieszenie mojej jako widza niewiary trzeba sobie zasłużyć, filmy zazwyczaj tłumaczą rzeczy w które normalnie trudno byłoby uwierzyć (“aha, te inteligentne roboty które umieją się zmieniać w samochody pochodzą z kosmosu, teraz ma to sens”), tutaj czegoś takiego nie ma, film po prostu postanowił w rok 1825 wsadzić telefony komórkowy i inne badziewie.

Ja nie wiem, może ja czegoś nie łapię, jest to możliwe. Może jestem zbyt płytki, często gdy patrze na zdjęcie którym ludzie się zachwycają, nie widzę powodów do tego, czy redukcja kolorów do odcieni czerni i bieli, dodanie ziarna, efektu głębi ostrości i sprawienie że pół zdjęcia jest w cieniu i nic nie widać sprawia że jest ono dziełem sztuki którym trzeba się zachwycać (szczególnie z tymi zdjęciami czarno-białymi, wygląda na to, że 3 minuty w Photoshopie dodają +5 do artystyczności zdjęcia), nie czaję tego. Ale niektórzy czają i się tym zachwycają, może tak samo jest w przypadku tego filmu. Ale czy to znaczy że nie mam prawa na niego jechać? W końcu nawet jeśli nie jestem jakimś profesjonalnym krytykiem, nie znam się na wszystkim, to jestem przeciętnym widzem i swoje zdanie mam, może ono nikogo nie obchodzić, ale skoro żyjemy w (powiedzmy) wolnym kraju to nikt mi nie zabroni wyrazić mojej opinii, w skrócie brzmi ona tak: ten film był do dupy. Gdyby wyciąć z niego te sceny, czyli jakieś 10-15 minut, byłaby to standardowa ekranizacja lektury którą można puścić uczniom na lekcji do obejrzenia. Teraz ktoś mógłby powiedzieć “mówisz, że bez tych scen byłaby to standardowa ekranizacja, a autorzy chcieli zrobić coś niestandardowego, czemu jesteś taki konserwatywny, nie lubisz jak ludzie mają oryginalne pomysły? Ty faszysto, jesteś gorszy od Hitlera i Stalina, bla bla bla…”. Otóż nie, nie mam nic przeciwko eksperymentowaniu w filmach, ale musi mieć to jakiś sens i podłoże (czyli musi być WYTŁUMACZONE!!!!), NIE MOŻNA ROBIĆ TAKICH RZECZY BEZ WYTŁUMACZENIA… ekhem, gdzie to ja mam te pigułki co mi doktor przepisał, o już mam, może wezmę więcej, przy okazji lepiej będzie mi się spać, a może stracę pamięć krótkoterminową i zapomnę że oglądałem to badziewie.

I to nie jest tak, że ten reżyser nie potrafi dobrze zekranizować lektury, bo raz już to zrobił i wyszło to bardzo dobrze. Czytałem Przedwiośnie i bardzo podobała mi się ta książka, jednym z powodów tego był też fakt, że film na jej podstawie jest zrobiony bardzo dobrze. Ale tutaj… szkoda gadać. Jedyne co mnie pociesza, to fakt że nie musiałem płacić za bilety, wygrałem je za poprawne rozwiązanie krzyżówki w darmowej gazecie Przegląd Bełchatowski. Nie wiem jak jest z tym w Polsce, ale w USA można zażądać zwrotu pieniędzy za bilet jeżeli film się nie spodobał, bo chyba uznałbym to za jedne z najgorzej wydanych pieniędzy jak dotąd.

Podsumowywać ten jakże krótki tekst pisany o jakże wczesnej godzinie reklamowanie tego filmu jako komedii wszech czasów jest okłamywaniem widza i pluciem mu prosto w twarz. A to jak bardzo jestem wkurzony widać po liczbie emotikonek których użyłem w tym wpisie, ta się nie liczy ;)

Za to muzyka w filmie była całkiem fajna :P



Comments

Kill3rReaper

Nice, nice, nice ;]
Rzeczywiście, pierwszy raz widzę żeby aż tak Ci się film nie podobał :P Ja za to w tym samym dniu byłem na Pirania 3D – niby horror. Nie było to straszne w ogóle, pełno tylko mięsa i gołych cycków. Żadna rewelacja. Gdyby bilet kosztował 10zł, to warto by iść na ten film. Ale 27zł to przesada. Na szczęście bilet miałem darmowy :P

October 11, 2010, 10:22 AM Reply
gagarin

Macheta, Transformersy, Pokemony i do tego wszystko Tarantino ;) to trzeba oglądać! ;)

November 3, 2010, 9:01 PM Reply


Comment

Name (required)
Email (required)
Homepage